Dziennik I kampanii: cz.10. Morze Śmierci

Drużyna na pokładzie drakkarów dotarła do siedziby Kryształowych Łupieżców. Ich osada – mimo iż niewielka, robiła niemałe wrażenie. Ukryta w górskiej szczelinie, dwóch ogromnych kamiennych ścianach, w okolicach osady oddalonych od siebie zaledwie o jakieś 20 metrów. W tych ścianach, na nikomu nie znanej wysokości, naprzeciwko siebie znajdowały się dwie płaskie wnęki połączone linowymi pomostami. W jednej wnęce trolle trzymały drakkary, w drugiej zaś mieszkali. Nie było możliwości dostać się do tej fantastycznej osady w inny sposób, niż drogą powietrzną.

Drużyna zdążyła już poznać część trudnych trollowych obyczajów, tutejszy wódz – mimo iż wybuchowy, potężny i niebezpieczny, był dla adeptów gościnny. Wizyta w tej osadzie ku zaskoczeniu drużyny, odprócz odpoczynku i rozrywki dostarczyła także cennych informacji.

{Wpisy z lipca 2002r.}

„W osadzie przyjaznych nam Kryształowych Łupieżców wymieniłem się kilkoma zaklęciami z Lodowym Kłem – trollowym Mistrzem Żywiołów. Poza tym dowiedzieliśmy się trochę więcej o Sztormie Wygnańcu. Ponoć jego siedziba znajduje się wiele mil na południe stąd – u wybrzeży Morza Śmierci.”

Morfeusz

O wspomnianym Sztormie Wygnańcu, podczas wcześniejszych przygód usłyszał już kilkakrotnie Kein. Był on towarzyszem Galahana, dlatego Keinowi szalenie zależało na spotkaniu z tym trollem – o ile jeszcze żył. Dla zafascynowanego magią żywiołów Morfeusza była to wymarzona okazja by wreszcie stanąć na brzegu Morza Śmierci – zobaczyć je z bliska.

Głos Horrora odzywał się do Keina coraz częściej. Obieżyświat był już pod jego pełnym wpływem. Ku przerażeniu niewiele rozumiejącej drużyny, Kein z radością wykonywał rozkazy Siewcy Odnowy. Plan Galahana był bliski spełnieniu. Oto jego uczeń zmierzał do siedziby zapomnianej przez świat grupy adeptów służących astralnej bestii, by przywrócić jej dawną świetność.

Rano obudzili nas dosyć wcześnie i zabrali na drakkar, aby zgodnie z obietnicą zabrać nas na południe, jak najbliżej naszego celu. Już podczas lotu zobaczyłem Morze Śmierci, trochę się jednak zawiodłem. Dużo pary i mgieł, tylko gdzieniegdzie widać prawdziwie piękny i dziewiczy widok – wrzącą lawę.

Morfeusz

Drużyna opuściła drakkar na południowych stokach Lśniących Szczytów, wśród ponurych pustkowi sąsiadujących z Morzem Śmierci. O kilkudniowej, wyjątkowo wyczerpującej podróży, podczas której Kein stawał się drużynie coraz bardziej obcy – dziennik nie wspomina. W końcu drużyna odnajduje nie wysoką, tajemną wieżę, tajemniczą z zewnątrz – koszmarną w środku.

Trafiliśmy w końcu do wieży Niosących Odnowę. Nie jestem w stanie opisać makabry jaką tu zastaliśmy. Chce mi się rzygać, to chyba jedyny odruch mojego ciała, umysł szaleje, ale staram się trzymać rzeczywistości. Modlę się do Pasji by miały w opiece wszystkich niewinnych Dawców Imion którzy zostali tu wymordowani z ich nikczemnych rąk.

Morfeusz

No i w końcu doczłapaliśmy do tej wieży kumpli Keina. Widok był sympatyczny mało, bo ściany były całe w pomnikach anatomii. Jak na miejsce werbunkowe Niosących Odnowę (fuj) to miejsce zorganizowane było doskonale – jak wleźliśmy, to za bardzo nie dało się wyleźć.

Morglum

Dotarliśmy w końcu do wieży, gdzie mieszkał Sztorm – jeden z Niosących Odnowę. Ten jednak już nie żył, ale z jego notatek dotarło do mnie, co zrobił mi Galahan i czym są Niosący Odnowę. Organizacja ta służyła Horrorowi, który za służbę mocy im użyczał. Horror zwał się Siewca Odnowy.

Kein

Poziom wyżej w wieży czekała na drużynę młoda krwawa elfka o imieniu Jessika. Była pod wyraźnym wpływem Siewcy i w pełni wierząca w to, że również Kein nie odwróci się od swojego Pana. Według planu ostatnich Niosących Odnowę to ona wraz z Keinem miała u boku Siewcy Odnowy odrodzić organizację. Kein stanął w obliczu wielkiej rozterki – nie tak wyobrażał sobie dziedzictwo swego ojca, ale z drugiej strony był z tym dziedzictwem już związany. Na drugiej szali rozterki byli jego kompani, których tu – w tej wieży miała spotkać śmierć lub ewentualne członkowstwo w organizacji (wiadomo było, że prędzej wybiorą śmierć).

Horror postawił nas przed wyborem – albo z nim, albo przeciwko niemu. Kein oczywiście się ku przodkom miał, ale sprzeciw reszty bandy zmienił jego nastawienie. No i razem go usiepliśmy (Horrora znaczy, nie Keina). Chuj mu w oko! W kupie siła! Ano i trochę ludziów uratowaliśmy przy tym! I git! Chwalmy Pasje!!

Morglum

Horror postawił nam ultimatum: albo z nim, albo przeciwko niemu. Nie mogłem ich zostawić, to równało się ich śmierci, poza tym dziedzictwo Galahana przestało mi odpowiadać. Łatwo nie było, szczególnie że moc od Siewcy mnie opuściła. Udało się jednak. Wysłaliśmy go tam, skąd przyszedł. Nie wątpię, że dużą rolę sobie przypisać mogę. Opuściliśmy wieżę, uwolniliśmy uprzednio tych szczęśliwców co przeżyli niewolę u potwora.

Kein

Tutaj dodać jeszcze należy, że wspomniana Jessika w chwili pojawienia się Horrora rozpłynęła się w powietrzu za sprawą jakiejś plugawej magii. Drużyna odebrała to jednoznacznie – że dziewczyna zginęła. O swej pomyłce przekonali się znacznie później. Tymczasem ruszyli na zachód. Przed nimi było wiele dni ciężkiej drogi i wiele niebezpieczeństw na długiej drodze do Vivane.