Dziennik I kampanii: cz.9. Cytadela Zmierzchu

{Wpisy z lipca 2002r.}

„Wreszcie doszliśmy do jakiegoś odmiennego otoczenia. Zbliżamy się do Lśniących Szczytów. Już wyzdrowiałem, tak jak wszyscy. Właśnie na niebie rozpoczyna się spektakl. Zauważyliśmy walkę therańskiej galery z drakkarami Powietrznych Łupieżców! Mam tylko nadzieję, że nie zwrócimy ich uwagi i będziemy mogli bezpiecznie ruszyć dalej.”

Morfeusz

„Niestety, a może na szczęście mieliśmy możliwość poznać trolle i orka należących do miejscowego klanu łupieżców. Dowiedzieliśmy się jak się z nimi witać i co ich może drażnić. Za pomoc w naprawie drakkaru ofiarowali nam 2 skalpy Theran. Są to znaki przyjaźni w ich klanie. Mamy obiecane, że (o ile tylko ich przywódca się nie sprzeciwi) będziemy mogli odwiedzić ich wioskę. Saverloot i Morglum struli się jabolem trolli i dziś nici z dalszej podróży.”

Morfeusz

„Morglum i Saverloot mało nam nie wykitowali. Przeżyli prawdopodobnie tylko dzięki odtrutce z kaeru. Jesteśmy opóźnieni jakieś 2 dni. Mam nadzieję że niedługo znajdziemy się u celu, chociaż mam coraz więcej wątpliwości. Jesteśmy totalnie nieprzygotowani na tą wyprawę. Nie mamy ani zapasów jedzenia, ani sprzętu. Cóż, pozostaje iść do przodu i liczyć na to, że wszystko się ułoży.”

Morfeusz

„Udało nam się w końcu dotrzeć do Cytadeli Zmierzchu. Otworzyliśmy ją !!! Wewnątrz czekała na nas manifestacja astralna Mistrza Zakonu. Kamień, który sprawił nam tyle kłopotów był kluczem do Cytadeli, który wysłany został przez swych twórców w inny wymiar – by już nigdy tu nie powrócić. Tajemniczym zrządzeniem losu kamień-klucz powrócił jednak do Barsawii i równie przypadkowo trafił w nasze ręce. ”

Kein

Wielomiesięczne podróże, poszukiwania Cytadeli dobiegły końca. Drużyna osiągnęła cel – dostała się tutaj przed konkurentami z różnych stron prowincji, reprezentującymi różne polityczne siły. Zgodnie z opowieściami – członkowie zakonu, którzy zdecydowali się pozostać tutaj i bez pomocy Theran walczyć z Pogromem, ponieśli klęskę. Pozostała jednak po nich wiedza – poszukiwane przez wszystkich księgi, które teraz drużyna miała przed sobą. Nikt nie wiedział co zawierają, ale wielu było ciekawych tego.

I właśnie wtedy zadziałał Saverloot. Zgodnie z instrukcjami od Mocy Oka, wykorzystując moment nieuwagi kompanów porwał trzy księgi (co ciekawe – wiedział, które są najważniejsze i właśnie te zabrał:) i uciekł z Cytadeli, blokując wyjście tak – by znacznie opóźnić pościg. Drużyna została zdradzona przez swego kompana, a trzy tajemne księgi wędrowały teraz prawdopodobnie prosto do Kratas – w ręce Garlthika Jednookiego (jak się okazało, księgi powędrowały w przeciwną stronę, ale teraz drużyna nie miała o tym pojęcia).

Zdrada Saverloota nie zmieniła faktu, iż w ręce drużyny wpadł bardzo wartościowy księgozbiór dotyczący przede wszystkim teorii magii, głównie ksenomancji. Teraz drużyna planowała wyprawę aż do Vivane – w beznadziejnym poszukiwaniu śladów łowców niewolników, ojca Venoma i innych mieszkańców jego wioski.

„Księgi, które zdobyliśmy (24 tomy) zabraliśmy ze sobą. Kierujemy się póki co na jeden z pobliskich szczytów, żeby się zorientować, w którą stronę się udać. Docelowo planujemy iść do Vivane, żeby odnaleźć ojca Venoma.”

Morfeusz

„Zrobiliśmy postój, żeby znaleźć coś do jedzenia. Z braku innego rozwiązania zrobiliśmy zupę z kijanek – na szczęście Venom znalazł kilka liści Pestainy (jedna z najbardziej poszukiwanych przypraw t’skrangów), dzięki której zupa wyszła całkiem jadalna. Znalazła się też jakaś ryba – wreszcie najedzeni i szczęśliwi. ”

Morfeusz

„Po drodze na szczyt zaatakowały nas jakieś dziwne humanoidalne stworzenia. Kein prawie został zabity, ale pokonaliśmy te ścierwa.”

Morfeusz

„Spotkaliśmy nietypową grupę. Trójka trolli, o tyle dziwne że podróżują razem – że wyglądają na Banitów (poobcinane rogi). Spotkanie było zaskakujące dla obu stron i mogło się różnie skończyć, ale ułożyło się tak – że siedliśmy z nimi i zaczęliśmy pić wódkę:) Ciekawe co z tego wyniknie. Boję się tylko o księgi i będę ich pilnował”

Morfeusz

Jak się niebawem okazało, zarówno Banici, jak i drużyna wkroczyli na teren, na którym nie powinni się znaleźć. Była to okolica należąca do jednego z mniej cywilizowanych klanów Kryształowych Łupieżców, o czym przekonali się niebawem, gdy po błyskawicznym ataku wszyscy zostali schwytani.

„To już chyba koniec naszych przygód. Zostaliśmy złapani przez grupę Kryształowych Łupieżców. Traktują nas jak intruzów, a tych ścinają. Przetransportowali nas drakkarem na ponure miejsce na wielkiej skalnej półce. Tutaj zwykli dokonywać egzekucji. Żegnam..”

Morfeusz

„Pasje muszą nas mieć w opiece! Pojawiły się drakkary innego, najwyraźniej niezaprzyjaźnionego klanu. Znajome trolle, którym niedawno pomogliśmy przy drakkarze przypadkiem ocaliły nas. Nie wiem komu dziękować, ale komuś trzeba..”

Morfeusz

Tym sposobem drużyna trafiła na pokład drakkaru Kryształowych Łupieżców, z którymi żyli w przyjaźni. Szalony lot wśród skał i zabawy, jakie mają Łupieżcy podczas rejsu przyprawiały o zawroty głowy, ale drużyna zdążyła już przynajmniej na chwilę zapomnieć o wszystkich kłopotach i zdradzie. Zmierzali teraz do ukrytej w górach siedziby klanu Kryształowych Łupieżców.. siedziby, którą niewielu obcych miało możliwość zobaczyć.