Dziennik I kampanii: cz.11. Kara Fahd

{Wpisy z listopada 2002r.}

„Nasza dalsza droga prowadziła przez tereny otaczające Morze Śmierci. Nieszczęśliwy wypadek mój i Morfeusza przy schodzeniu ze skalnej ściany zmusił nas do zmiany trasy przez przełęcz.”

Kein

„..Przekaz dla Morfeusza.. Pisać będę ja – Morglum, bo tylko ja odpowiednio twardom dupe mam. Ty wiele teraz nie czaisz, bo zrobiłeś brzydkie czerwone kałuże w górach. Piknie latasz, a kości w nodze ci wzięły i na widok ogólny wylazły. Generalnie dupa z ciebie nie skałołaz. A twoje laski się wreszcie na coś nadały, bo cię na nich nosić z Venomem musimy. Ofermo ty jeden. A pić się chce. Nie lubię Morza Śmierci, spadam stąd, hehe”

Morglum

„Musieliśmy zawrócić. Podróżując przełęczą spotkaliśmy dziewczynę imieniem Arebell, którą ściga Throal za zbrodnie jej brata Briana (zamachnął się na księcia). Nie trzeba było długo czekać na kłopoty, dopadła nas throalska kawaleria. Było bardzo niedobrze, a byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie obsydianie, których żywogłaz był całkiem niedaleko. Poza tym Arebell przynajmniej jednego z tych obsydian znała (dziewczyna postanowiła ruszyć z nami, gdyż również miała sprawy do załatwienia w Vivane). Krasnale uciekły, niestety jeden z nich zostawił w Morfeuszu bełt zatruty jadem skalnego węgorza. Dotarliśmy do żywogłazu. Mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w rytuale Pierwszego Wynurzenia. Omar, starszy obsydianin nieco pomógł Morfeuszowi. Spotkałem tutaj też t’skranga, Trubadura (jęczybuła). Ponoć niejaki Savarro chce mi nastukać (kolejny ogoniasty wrzaskun), cóż spotkamy, zobaczymy.”

Kein

„Przekaz dla Morfeusza.. part II :.. Ty to nawet jak cię nie ma to bęcki potrafisz dostać. I kurewsko dużo flaszek wypijasz.”

Morglum

„Rano było ciężko wstać, z Morfeuszem mimo pomocy obsydian wcale nie lepiej. Musimy dotrzeć szybko do jakiejś ludzkiej osady, może tam będzie jakiś porządny znachor.”

Kein

„W końcu udało się znaleźć osadę na pograniczu dawnego Landis. Mówi się o zjednoczeniu wielu nomadów w lasach Kara Fahd i kłopotach, jakie ma z nimi Thera. Dzień po naszym przybyciu do wioski pojawiła się armia Thery. Cała kohorta. Rozłożyli obóz przy wiosce. Okazało się, że już trwa operacja Imperium przeciwko orkom, konkretnie likwidacja przywódcy zjednoczonych nomadów.”

Kein

Przywódca therańskiej kohorty, człowiek o imieniu Greg dostał jasne rozkazy. Jego żołnierze mieli wyznaczony konkretny wycinek dżungli i cel w postaci domniemanej siedziby przywódcy orków. Miał też fundusze na operację, zaś jego przełożeniu nie chcieli słyszeć o jakimkolwiek niepowodzeniu. Był tylko jeden problem – przydzielono mu grupę żółtodziobów wymieszanych z kryminalistami z Vivane, z których w ciągu kilku dni miał zrobić therańskich żołnierzy gotowych do walki w tak trudnym terenie jak Kara Fahd. Sytuacja wydawała się beznadziejna, gdy nagle los uśmiechnął się do niego. W wiosce landyjczyków spotkał drużynę znanych barsawiańskich adeptów. Znany ze swych umiejętności Łucznik Venom, twardy jak stal Wojownik Morglum, znający od dziecka wojnę Obieżyświat Kein, wędrowała z nimi jeszcze Wojowniczka Arebell oraz ich poważnie chory kompan Morfeusz. Drużyna ta znana była ze swych czynów oraz z wcale nie negatywnego nastawienia do Thery, lepiej więc Greg trafić nie mógł. Jego wojskowi medycy udzielili pomocy Morfeuszowi, on zaś przekonał adeptów do wzięcia udziału w dość skomplikowanej operacji (w zamian za pokaźne honorarium). Każdy z adeptów miał otrzymać swoją jednostkę i zrobić wszystko, co w jego mocy, by jego żołnierze potrafili sobie radzić w dżungli.

„Armia nas wynajęła, mamy być dowódcami 12 osobowych drużyn. Trzy dni na wyszkolenie zupełnych żółtodziobów. Z Morfeuszem już lepiej, zajął się nim wojskowy mag, mówi że będzie dobrze, ale to trochę potrwa. Praca jest ciężka, rekruci zieloni, najgorsze że wielu z nich zginie bardzo szybko i nie będzie ich nawet gdzie pochować. Moja drużyna przyjęła nazwę „Ewrybady wpierdol” :-) . Zaczynamy się lubić. Zielone piekło niedługo nas pochłonie.”

Kein

Tutaj urywają się wpisy do dziennika na długi czas. To, czego doświadczyła drużyna wędrując przez dżungle Kara Fahd, nękana przez krwawe ataki z zaskoczenia – z pewnością nie da się zapomnieć tego piekła. Ich ludzie ginęli zupełnie bezradni na partyzantkę orków. Pozostałych przy życiu ogarniała panika i obłęd. Takich koszmarnych obrazów nie doświadczył Kein podczas wojny, gdy walczył w szeregach Skawian. Brawurowa akcja przeciwko przywódcy nomadów pochłonęła wiele ofiar, ale Arebell, Venom, Morglum i Kein dopadli go pośród grobowców dawnych orkowych królów. Pokonali potężnego orka, zabierając przy okazji starożytne skarby Kara Fahd (czego później żałowali bardzo długo). Osiągnęli cel.. ale tego etapu swej ścieżki nie zapomną nigdy.

„To, czego tam doświadczyliśmy nie da się opisać, byliśmy w piekle. Udało się wrócić, niewielu. Z mojego oddziału przeżyło trzech, u innych jest podobnie. Przywódca buntowników nie żyje, osobiście urżnąłem mu łeb, za Ansona, za Saradoka, za Lindę i za wielu innych, którzy zostali tam, w dżungli. Lecimy therańską batą do Powietrznej Przystani. Jesteśmy zmęczeni. Bardzo.”

Kein