Dziennik I kampanii: cz.13. Klątwa

Mijają kolejne tygodnie pobytu drużyny w Vivane. Venom powoli wraca do zdrowia, jest on jednak obecnie zupełnie innym elfem niż kiedyś. Sprowadzony przez Grega krasnolud dokonał wielu tajemnych zabiegów, by Łucznik wrócił do formy. Brutalnie wyrwaną opaskę z amuletem krwii na oku elfa, zastąpił wypełniający oczodół czarny, matowy kamień (egzotyczny amulet o trochę innym działaniu). Twarz Venoma zdobią tatuaże krwii (linie wzdłuż osi symetrii twarzy i wokół oczodołu z amuletem). Pamiątką po ghareez mają na zawsze pozostać liczne blizny na całym ciele. Potrzeba sporo czasu, by Venom powrócił do jako-takiej psychicznej kondycji.

Tymczasem drużyna poświęca mnóstwo czasu na zdobywanie informacji dotyczących ciążącej na nich, tajemniczej klątwy związanej ze zrabowanymi kosztownościami z grobowców Kara Fahd.

{Wpisy z lutego 2003r.}

„Kolejne dni w Vivane. Jesteśmy w trakcie zbierania informacji dotyczących przywódców Kara Fahd.”

Morfeusz

Szereg żmudnych badań, rozmów z mędrcami, badaczami regionów Landis / Kara Fahd, jak i znacznymi magami z Vivane pozwalają drużynie stwierdzić, że przyczyną kłopotów jest złota, wysadzana szmaragdami korona, która znalazła się wśród zabranych z grobowców kosztowności. Noszona była przez Wojownika i Głosiciela Thystonniusa. Sposobem na zdjęcie klątwy miałoby być przekazanie korony potomkowi dawnego władcy i stoczenie u jego boku bitwy.

Pytanie tylko jak odnaleźć wśród niezliczonych, skłóconych orkowych klanów przywódcę, którego daleki przodek był wodzem starożytnego królestwa? Zadanie szalenie trudne i drużyna szukając gdzie się da najmniejszych strzępków informacji, chwilami czuła się już bezsilna. Zdarzały się również sytuacje, w których zwykły przypadek krzyżował drużynie plany, sprowadzając równocześnie nowe problemy.

„Znowu ktoś pluje nam w kaszę! Prawie dotarliśmy do orka, który mógł nam powiedzieć o klanie nomadów, który szukamy, ale na naszych oczach został zamordowany! Zabójca czegoś szukał i najwyraźniej się nas nie spodziewał. W obliczu zagrożenia postanowił uciec. Niestety zgubiliśmy go pośród ciasnych uliczek Vivane.”

Morfeusz

W mieszkaniu orka drużyna znalazła jednak księgę, w której miała być odpowiedź dotycząca szukanego orkowego przymierza, a także regionu, w którym należy go szukać. Radość po odnalezieniu księgi w zbiorach orka szybko jednak prysła – okazało się bowiem, że kilka dni temu (co drużyna stwierdziła po dokładnych oględzinach fachowców) wyrwano z księgi jedną stronę – dokładnie tą, która miała udzielić odpowiedzi na trapiące pytania. To już nie mógł być przypadek! Kto i dlaczego wyrwał tą kartkę?!

Śmierć wspomnianego orka, którego Imienia nie wspomniano w dzienniku – nie miała związku z drużyną i jej poszukiwaniami. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Drużyna nie wspomina w dzienniku o poszukiwaniach (zakończonych sukcesem) zabójcy, który był dawnym kompanem zamordowanego orka. Był to pięćdziesięcioletni człowiek o imieniu Blackstern, adept ścieżki Zwiadowcy. W ręce dawnych kompanów trafiło coś wyjątkowo cennego, niestety była to kość niezgody, która zgubiła ich obu. Drużyna chciała porozmawiać z Blacksternem, wyjaśnić jak najwięcej – ten jednak przerażony od razu ruszył do walki, wspierany przez towarzyszącego mu trolla (nieadepta, ale wcale skutecznego szermierza). Skąd to przerażenie? Prawdopodobnie paniczny strach przed utratą niedawno zdobytego, legendarnego klejnotu. Drużyna weszła w tą sprawę z butami zupełnie przypadkiem i tym oto sposobem ich własnością stało się coś, czego nie mogli bagatelizować.

„W mieszkaniu Blacksterna, cuchnącej norze na pograniczu Zniszczonej Dzielnicy znaleźliśmy coś, co nigdy nie powinno się tutaj znaleźć! Legendarny przedmiot poszukiwany od lat przez organizację Poszukiwaczy Serca, na czele której stoi Czarodziejka Monus. Prawdziwy, autentyczny Wiecznie Żywy Kwiat ! – cudowny przedmiot stworzony przez elfy z Shosary. Niektórzy wierzą, że przedmiot ten może odwrócić skutki krwawego Rytuału Cierni, przywrócić dumę i świetność Smoczej Puszczy! Moje marzenia stają się coraz bardziej realne do spełnienia ! Mam nadzieję, że to Pasje dały mi go w ręce i że zrobię z niego dobry użytek”

Morfeusz

„Nie mogę do siebie dojść. Wszystkie moje myśli pochłonął jeden temat. Muszę teraz odnaleźć swoją siostrę – to i rozwikłanie zagadki Laski Zmierzchu jest największym wyzwaniem.”

Morfeusz

„Kolejny dzień. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Boję się ruszyć z pokoju i chodzić z tym, co dostało mi się w ręce.”

Morfeusz

Powyższe zapiski Morfeusza świadczą o tym, jak ucieszył i przeraził jednocześnie go fakt posiadania Wiecznie Żywego Kwiatu. Poczuł się szalenie odpowiedzialny za umiejętne wykorzystanie tego przedmiotu, jednocześnie sprawa klątwy poszła na bok (nie dotyczyła Morfeusza, tylko jego kompanów).

Przejęty całą sytuacją, Morfeusz nawet nie wspomniał w dzienniku o sprawie szalenie istotnej. Morglum, Venom i Kein zdołali wydobyć od Blacksterna pewną informację. W świetle jego słów wyrwana z księgi kartka miała być obecnie w posiadaniu pewnej dziewczyny. Rysopis pasował idealnie do Arebell! Czyżby ona żyła? Pozostawiona ranna, otoczona przez zgraję ożywieńców.. bez szans.. czy to możliwe? Odpowiedź na to pytanie drużyna poznała już następnego dnia

Z samego rana w gospodzie odwiedził ich ogromny, ale strasznie chudy troll. Uważne oględziny jego szat pozwoliły Morfeuszowi stwierdzić, że to Ksenomanta, z całą pewnością początkujący. Był to Mruk, który pojawiając się tutaj postanowił wykorzystać okazję, którą dał mu los. Słyszał wiele o takich adeptach jak Morfeusz, Morglum Zabójczy Szpon, Kein Złamany Miecz, Venom. Teraz miał okazję dostarczyć im coś ważnego i przy tej okazji zasilić ich szeregi. Plan Mruka z trudem, ale wypalił. Towarzyszący drużynie od niedawna Wędrowny Mędrzec teraz ruszał samotnie do Throalu – i na jego miejsce przyszedł Mruk. Ważniejsza jest jednak przesyłka, którą młody troll drużynie dostarczył. Był to list o następującej treści:

„Cześć chłopcy!
Nie widzieliśmy się jakiś czas, chociaż przekonana jestem, że nie tęsknicie za mną zbytnio. Swoją drogą, ja także za Wami za bardzo nie tęsknię. Sprawa jest w zasadzie prosta: ja zawiodłam Was, Wy zawiedliście mnie i na dobrą sprawę moglibyśmy się już nigdy nie zobaczyć. Niestety mamy wspólny problem i trzeba go rozwiązać. Jak go rozwiązać już wiemy. Wy macie koronę, ja wiem dokąd się z nią trzeba udać.
Przykro mi chłopaki, ale nie widzę innego wyjścia, niż działać razem – ten ostatni raz..
Potem każdy uda się w swoją stronę. Ten list to nie propozycja, gdyż nie macie za bardzo alternatywy. Ten list to informacja. Widziałam się z Gregiem i ten dał się przekonać do pomocy. Czekam na Was jutro w Powietrznej Przystani. Dzięki Gregowi otrzymamy szybki transport. Pojawcie się we Vrontok jutro przed południem, w gospodzie „Pod południową kolumną”. Wracamy do Barsawii, chłopcy!:)
Mam nadzieję, że zdrowie wszystkim dopisuje, w końcu czeka nas bitwa. Nie róbcie głupot i nie unoście się za bardzo. Miejmy już problem tej cholernej klątwy za sobą..
Wasza kochana Arebell”

Sprawa faktycznie była jasna – drużyna nie mogła mieć tutaj najmniejszych rozterek, nie było również nad czym debatować. Po błyskawicznych przygotowaniach, następnego dnia nad ranem opuścili mury Vivane i skierowali swe kroki ku Powietrznej Przystani i wzniesionej w jej cieniu osady Vrontok.